środa, 13 marca 2013

A jaki jest twój Dżihad? Część druga.






Czyli - prowokacja nie zawsze wraca do prowokatora rykoszetem, 
ale przy każdym wystrzale czuć odrzut.

            – Mój Dżihad jest słodki, inteligentny i pełny życia. Kocham go całym sercem. Urodził się 11-ego września. Cały czas o niego dbam i wychowuję. Mój Dżihad jest częścią mojego życia, jest częścią mnie. 

wtorek, 12 marca 2013

BANG, BANG, Eurobank.






Bitwa pod Wiedniem w 1683 roku była z naszej perspektywy spektakularnym zwycięstwem. Ta z 2012 sromotną porażką. Jak się miało dla Piotra Adamczyka, odgrywającego rolę zniewieściałego Leopolda I Habsburga, okazać - jednym z wielu nieudanych artystycznych posunięć. Ale najprężniejsi wieszcze i prorocy medialnych notowań nie byli w stanie przewidzieć poziomu szmiry, w którą emerytowany papież się wpakuje.

poniedziałek, 11 marca 2013

A jaki jest twój dżihad? Część pierwsza.






Za oceanem rozpoczęła się kolejna batalia o dusze zwykłych Amerykanów. Council on American-Islamic Relations pragnie rozbroić w świadomości przeciętnych Jonesów z Chicago i San Francisco słowo dżihad. Zadanie obrało ambitne, bowiem po World Trade Center administracja Busha dołożyła wszelkich starań, aby dżihad był zaminowany i otoczony gęstym drutem kolczastym. Dżihad po 2001 roku stał się przecież conradowskim jądrem ciemności i źródłem całego zła. To w opozycji do niego amerykańskie służby wybudowały narodowe pojęcie nieustannego zagrożenia terroryzmem.

niedziela, 10 marca 2013

Watykański Harlem Szejk.






Jeżeli nie widzieliście do tej pory nigdy wyczynów Remi Gaillarda, to znaczy, że albo jesteście internetowymi analfabetami, albo samotni w sieci, albo za starzy żeby czytać tego bloga. Ale nie martwcie się, wirtualna przestrzeń jest miłościwa i wybacza. Zbłąkane owieczki przyciska do swojego łona i pozwala im spokojnie kontynuować internetową edukację. Nimportequi francuskiego artysty chaosu i entropii stanowi w moich oczach kamień milowy w rozwoju sieciowych wypaczeń. Osobiście, moim ulubionym przekrętem jest podszycie się pod piłkarza FC Lorient podczas fety mistrzowskiej. Remi biegał wśród innych zawodników po murawie z pucharem, robił sobie zdjęcia z uradowanymi fanami, rozdawał autografy, a nawet uścisnął dłoń ówczesnego prezydenta trójkolorowych – Jacques Chiraca. Kiedy usłyszałem o Ralph’ie Napierskim, który przebrany za biskupa próbował zinfiltrować w zeszły poniedziałek kardynalskie szeregi w Watykanie, momentalnie pomyślałem o Francuzie.

piątek, 8 marca 2013

Arabska Zima.






Kiedy 19-ego grudnia 2010 roku właściciel małego stoiska na bazarze w tunezyjskim mieście Sidi Bouzid, oddalonym od stolicy o ponad dwieście kilometrów, dokonał desperackiego aktu samospalenia, żaden z komentatorów i specjalistów od politycznych stosunków na Bliskim Wschodzie nie mógł przewidzieć, że narastające protesty tak mocno wpiszą się w historię regionu. Fala rewolucji wywołanej postępującym bezrobociem, brakiem perspektyw, ubóstwem i korupcją administracji objęła najpierw Tunezję i spowodowała, że 14-ego stycznia 2011 roku, rządzący od 1987 roku prezydent Ben Ali, na pokładzie obładowanego złotem samolotu szuka politycznego azylu w Arabii Saudyjskiej. W przeciągu kilku miesięcy świat z zapartym tchem śledził kolejne fale protestów, krwawe i pełne ofiar starcia z służbami porządkowymi i wreszcie upadki reżimów nietykalnych dyktatorów, którzy swoje stanowiska piastowali od kilkudziesięciu lat. Całe zjawisko zostało obwołane terminem „Arabska Wiosna Ludów” nawiązującym do niepodległościowych walk w Europie z połowy dziewiętnastego wieku.

czwartek, 7 marca 2013

Wyścig szczurów.






„Dowiedzieliśmy się, na przykład, że w niektórych miejscach w Polsce dzieci regularnie zabiera się pod ziemię do głębokich kopalni, by mogły odpocząć od gazów i zanieczyszczeń unoszących się w powietrzu. Można sobie niemal wyobrazić ich nauczycieli, wyprowadzających dzieci tymczasowo z kopalni, trzymających kanarki by ostrzegały o tym, że dalsze przebywanie na powierzchni jest niebezpieczne.”

Co ciekawe, ten znakomity cytat wcale nie jest wstępem scenariusza Seksmisji. To fragment bestsellerowej książki, poważna opinia amerykańskiego noblisty, byłego kandydata na prezydenta Stanów Zjednoczonych – Alberta Arnolda Gore’a. Pomimo, że „Earth in the balance” napisał już przeszło 21 lat temu, to nie można puścić mu płazem tak wierutnych bzdur. Wylazłbym już wcześniej i rozpowiadał o tym na lewo i prawo, ale nie mogłem, bo mi wszystkie kanarki pozdychały. Skończyła się zimna wojna, zaczęło globalne ocieplenie.

środa, 6 marca 2013

Polityczna lekkość bytu.





Czyli nie wszystko co lekkie jest znośne.

Zawsze uważałem, że kultura włoska jest ciekawa. W przedszkolu i podstawówce podniecałem się walkami gladiatorów, śrubami Del Piero i Starą Damą. W gimnazjum rzymskimi podbojami i antyczną sztuką politycznego lawirowania. Dopiero w liceum, bo wcześniej byłem grzecznym łobuzem, w liceum nadszedł czas na głębokie dekolty i toskańskie wino ze słonecznych krajobrazów, spod lady. Za czwórkę.

wtorek, 5 marca 2013

Ronaldo – ewangelie apokryficzne.






Epicentrum wstrząsów

Trzęsienie ziemi to zazwyczaj wydarzenie tragiczne i straszne. W zeszłym roku największe piłkarskie trzęsienie ziemi zostało spowodowane przez upadek katalońskiego hegemona. Kiedy piłka zatrzepotała beztrosko w siatce bramki Dumy Katalonii na kilka minut przed końcem spotkania rewanżowego z Chelsea, cała Europa zamarła w bezruchu. Oto na oczach milionów kolos się zachybotał i runął z łoskotem. Trzęsienie ziemi wywołane odpadnięciem Barcelony z Ligi Mistrzów oraz oddaniem w lidze hiszpańskiej pierwszeństwa Realowi, zwiastowało według wielu piłkarskich ekspertów koniec pewnego cyklu – cyklu całkowitej dominacji tiki-taki nad przeciwnikiem. Formuła miała się wyczerpać. Pojękiwania obezwładnionego giganta przez długi czas odbijały się echem w dziennikarskich dociekaniach i spekulacjach po ostatniej kolejce.

poniedziałek, 4 marca 2013

Marzenia senne.






Marzenia senne, czyli co jeżeli sny są zwierciadłem duszy?

Miałem tej nocy pokraczny sen. Siedziałem wygodnie w łodzi, na środku malowniczego jeziora. I ze źdźbłem trawy w ustach zarzucałem wędkę, wprawiając w drganie potężne góry odbite w tafli. Szczyty ginęły we mgle, a resztki śniegu zalegały jeszcze górskie podboje. Słońce powoli rozpoczynało swoją wędrówkę. Wokół mnie roztaczał się soczysty krajobraz amerykańskiego parku narodowego. Wiosna. Zza drzew wychylały się niedźwiedzie i ospale przeciągały. Siedziałem na drewnianej łodzi wygodnie rozparty, ze znoszoną bejsbolówką bowla sprzed kilku lat nasuniętą dziarsko na oczy. Pogwizdywałem i co chwilę sięgałem po nowego Duffa. W pewnym momencie wędka się naprężyła, złapałem kołowrotek i wyłowiłem zalaną złotą rybkę. Złotą rybkę pijaną jak świnia.

niedziela, 3 marca 2013

Królewski roller-coaster.






Gdyby jakiś zblazowany, znudzony inwestor, rosyjski oligarcha, czy inny szejk katarski wydumał sobie nietuzinkową inwestycję i pobłażając swojej fanaberii zapragnął wybudować wesołe miasteczko, w którejś z europejskich stolic, z całą pewnością powinien zapomnieć o wielkich karuzelach i roller-coasterach w Madrycie. Madrytczycy, którzy mają karnet na Santiago Bernabéu  nie potrzebują więcej wrażeń. Zapotrzebowanie na adrenalinę i wszystkie emocje rodem z parku rozrywki zdołał już w całości zapewnić trener stołecznego klubu Jose Mourinho wraz z watahą swoich podopiecznych.

środa, 13 lutego 2013

Polskie pulp-fiction.






Wszystko co pisze się pod wpływem silnych emocji jest szczerze, prawdziwe i często posiada pewną moc sprawczą. Jednak właśnie z powodu emocji, do akapitów wkrada się mnóstwo nieścisłości. Medialna cisza, artykuł który napisałem w zeszłą środę był próbą zakłócenia jazgotu dochodzącego z naszego prowincjonalnego ogródka medialnego i apelem o wypełnienie mediów rzetelnymi informacjami ze świata.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Different languages, one goal.






Pięć lat temu, w 2008 roku UEFA wraz z Komisją Europejską zdecydowały się na kolejny krok w walce z rasizmem na boiskach i poza nim. Wykorzystując kapitał rzędu dwustu pięćdziesięciu tysięcy euro, organizacje zleciły nagranie klipa reklamowego, któremu przyświeca hasło: „Different languages, one goal– NO TO RACISM”. Na oficjalnej konferencji rzecznik prasowy UEFA przyznał, że nie należy podchodzić do zagadnienia w naiwny sposób – spot reklamowy nie rozwiąże problemu rasizmu w przeciągu jednej nocy, jednak dajemy przykład i nadajemy ton całej kampanii. Trzydziestosekundowy film jest wyświetlany najczęściej przed, w przerwie i po piłkarskich transmisjach. Na ekranie widać kibiców różnej narodowości i etnicznego pochodzenia emocjonujących się meczem. Wszystkimi targają takie same emocje niezależnie od koloru skóry, płci i trykotu piłkarskiego. Wszystkim przyświeca jeden gol.

piątek, 8 lutego 2013

Klisze z Kairu.





* Na zdjęciu - widok z Cytadeli Saladyna

"Ja, Książę Kairu"

"Klisze z Kairu"

wtorek, 5 lutego 2013

Medialna cisza.




  
Od pewnego czasu dzielę się z szerszą publiką impresjami kairskimi zebranymi podczas zeszłorocznego pobytu w faraońskiej stolicy. Napisałem dotychczas cztery części i ze wszystkich wspomnień poprzeplatanych ciekawostkami i anegdotami mam materiał na jeszcze kilka. Jednak muszę skorygować strumień potoczystych słów opisujących moje odbyte wojaże i skierować portrety na sprawy aktualne. Bowiem jaki obraz wyłania się z dotychczasowych szkiców Kairu? Dla Europejczyka, który z krajami arabskimi styka się przeglądając wakacyjne oferty turystyczne, dość egzotyczny, momentami malowniczy i cudaczny, ale koniec końców urzekający, prawda? Z takim zamierzeniem piszę – aby czytelnik po przeczytaniu książęcych wynurzeń zainteresował się Kairem, wypożyczył książkę, album ze zdjęciami, ba, poprzeglądał grafikę na Google i artykuły na Wikipedii. Piszę, żeby słowo miało moc sprawczą, było swoistym spiritus movens.

piątek, 1 lutego 2013

Uśmiech wschodu.




Na zdjęciu zaplecze restauracji "Szaf3y",


Przed wami trzecia część zbioru impresji kairskich: "Ja, Książę Kairu: Uśmiech wschodu".

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Bezsenność w Kairze.






Ja, Książę Kairu, część druga - Bezsenność w Kairze.


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Ja, Książę Kairu.






Dla wszystkich, którzy nie zdążyli popracować nad słupkami sprzedaży piątkowego nakładu Gazety Krakowskiej, umieszczam wersję artykułu uncut. Zapraszam do lektury. PS: Sam tytuł... a z resztą.

środa, 26 grudnia 2012

Manifest Twórczy.






Zabawne, że o wenie można pisać długie eseje i potężne, przynudzające elaboraty. Czy wena jest, czy nie – można o niej pisać cięgiem, bez zająknięcia. Wychwalać pod niebiosa, marszczyć brwi na ulotność, nieuchwytność i niestałość uczuć.

piątek, 14 grudnia 2012

Słowne Encierro.






Tym razem dokręciłem śrubę absurdu. W końcu nie samą powagą człowiek żyje.

Mawiają, że w życiu każdego dziennikarza i felietonisty: czy to jeszcze nieopierzonego, stawiającego niepewne kroki na łamach lokalnych gazet, czy w pełni ukształtowanego fechmistrza słownego uznanych wydawnictw, przychodzi moment, w którym z pełną powagą należy zmierzyć się z odpowiedzialnością odpowiedzialnego, dojrzałego tematu. Pogrzebać mrzonki i schwytać byka powagi za rogi. Ponoć im wcześniej, tym lepiej.

niedziela, 9 grudnia 2012

Mglista marszruta.






Mgła. Budzę się rano, zaparzam kawę i staję zamyślony w oknie. Bloki na Mozarta słodko śpią. Jedynie w kilku mieszkaniach pali się światło, pomarańczowa poświata latarni spowija alejki. Aromat kawy unosi się aksamitnie w górę i wypełnia salon, a ciężka mgła na zewnątrz rozsiada się jakby głębiej pomiędzy budynkami. Dopijam resztki rozpuszczalnej, upycham Dzienniki do plecaka, przecieram oczy i wsiadam na rower. Wyjeżdżam na poranną marszrutę akademicką. Najpierw na Siewną, szybko skręcam w lewo i po chwili jadę pod prąd. Dwieście metrów, ale samochody jadące z naprzeciwka wymijają mnie i trąbią na całą ulicę. Poprawiam słuchawki w uszach, równym tempem podążam przed siebie. Rower wymaga przeglądu: stopniowo, w przeciągu dwóch lat wszystko się psuło. Najpierw dynamo, później hamulce, na koniec dzwonek. Nie należę do typu majsterkowiczów. Z resztą, jazda bez hamulców, jakkolwiek nieodpowiedzialnie brzmi i może się zdawać objawem tęgiej bezmyślności, przewrotnie uczy przewidywania. Jak w partii szachów. Żeby nie wylądować pod kołami samochodu muszę przewidywać ruchy wszystkich dookoła na kilka posunięć do przodu.  Zatem jadę dalej, bez zahamowań: na kawę, na papierosa, na zajęcia, powałęsać się za Gombrowiczem. Skręcam w aleje 29. listopada i chodnikiem mijam zaspanych kierowców w długich korkach, rower dudni po krawężnikach, pod kołami szeleści brukowa rosa, a książki podskakują w plecaku.